Sentymentalna wartość biżuterii
Z dawien dawna kobiety lubiły się podobać. I to nie tylko mężczyznom (choć im oczywiście również), ale przede wszystkim sobie. Po to wstawały wcześnie rano (kiedy mężczyźni przewracali się na drugi bok), po to zamkniętymi oczami nakładały makijaż (czasami efekt końcowy był tragiczny i trzeba było zaczynać od początku), po to perfumowały swoje ciało i ubierały je w szykowne stroje. Do tego celu służyła im również srebrna biżuteria. Podkreślała ona kobiece wdzięki, sprawiała, że kobieta czuła się pewniej. A jeżeli jeszcze została dostrzeżona przez ukochanego, to kobieta była cała w skowronkach. I miała powody. Srebrna biżuteria często była ofiarowywana kobiecie w prezencie. Znajdowała ją pod choinką w małym pudełeczku, albo w kieliszku z szampanem. Srebrna biżuteria zdobiła szyję matki, żony, kochanki, nadawała jakiejś specjalnej magii spotkaniom kochanków. Była ozdobą największych tego świata. Sprawiała radość kobiecie, kiedy już nic innego jej nie cieszyło. Była symbolem miłości i wierności, kiedy lśniła na palcach dwojga nastolatków, którzy przysięgali sobie dozgonną miłość. Pozwalała wzniecać wspomnienia w sercach sędziwych małżonków, którzy po latach przypominali sobie historię swojego pierwszego spotkania, kiedy to on, młody i przystojny, przyniósł jej, ślicznej czarnowłosej dziewczynie mały, srebrny pierścionek. I od tego pierścionka wszystko się zaczęło. Mijały lata a srebrny pierścionek z niebieskim oczkiem - na szczęście, towarzyszył im w najszczęśliwszych chwilach ich życia i lśnij, jak gwiazda, która zbłąkanym wskazuje drogę w ciemnościach.